Plaże niedaleko domu


Caserones najbliższa, jest średnia można dojść piechotą ramblą – linia przerywana (samochodem dla odważnych)
Za Castillo del Baños jest moja ulubiona dzika plaża z dużymi kamieniami na których można siedzieć, woda czysta, ludzi mało. Dziki parking za szosa – jest przejście pod szosą
La Mamola – bardzo ładna plaża, cywilizowana

El Lance – ładna, zaciszna z barem https://goo.gl/maps/wYNs2hvWYM93WDUR9
za barem jest Playa Naturista – kiedyś naturista, teraz częściej są tu rybacy
Playa Melicena – z knajpą i  skałą Św. Patryka https://goo.gl/maps/DneEJfKAFSKadQu66 
Playa de La Rijana – przepiękna latem ludna, ale z szykanami i wypożyczalniami SUPów (te deski z wiosłem)

Podróż rozpoczęła się szczęśliwie, przy błękitnym niebie i spokojnym morzu.

Weszli za nią na pokład. Dym i domy zniknęły, a statek znajdował się na szerokiej przestrzeni morza, bardzo świeżego i czystego, choć bladego we wczesnym świetle. Zostawili zabłocony Londyn. Bardzo cienka linia cienia zwężała się na horyzoncie, ledwie na tyle gruba, by wytrzymać ciężar Paryża, który jednak na niej spoczywał. Byli wolni od dróg, wolni od ludzi, i ta sama radość z wolności ogarnęła ich wszystkich.

Statek pewnie przedzierał się przez drobne fale, które uderzały w niego, a potem syczały jak musująca woda, pozostawiając po obu stronach cienką warstwę bąbelków i piany. Bezbarwne październikowe niebo nad nami było lekko zachmurzone, jakby smugą dymu z ogniska, a powietrze było cudownie słone i rześkie. W istocie było zbyt zimno, by stać w miejscu. Pani Ambrose objęła męża ramieniem, a gdy odchodzili, po sposobie, w jaki jej pochylony policzek zwrócił się ku jego policzkowi, można było poznać, że ma do przekazania coś prywatnego.

Jestem z miasta